Ślepy traf (Nassim Taleb) - książka nie tylko o giełdzie
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz   
sobota, 06 stycznia 2007 18:01
Ślepy traf - Nassim Taleb Książka Taleba poświęcona jest roli przypadku na giełdzie – ale warto po nią sięgnąć również ze względu na parę interesujących wątków, które można zaliczyć do uniwersalnych no i samą osobę kontrowersyjnego autora.

‘Ślepy traf’ to obowiązkowa lektura, jeśli część swoich pieniędzy inwestujesz lub zamierzasz inwestować na giełdzie lub w funduszach ale i ze względu na to że jest ona odmienna od innych pozycji i otwiera oczy na ukryte rzeczy – po prostu warto do niej zajrzeć.

Do książki najlepiej zabrać się z odpowiednim nastawieniem. Autor to megasceptyk lubiący negować większość rzeczy, które w swojej finansowej karierze napotkał. Według niego milionerzy doszli do tego co mają, nie drogą przemyślanych, słusznych decyzji – ale dzięki przypadkowi - mieli po prostu fuksa. Bill Gates nie jest najlepszym geniuszem, a szczęściarzem, któremu okoliczności otworzyły drogę chwały, sławy i pieniędzy – ale też nienawiści wielu sfrustrowanych użytkowników Windowsów.

Taleb podaje pare ciekawostek, które pokazują jak wiele umyka nam z oczu- i dajemy sobą manipulować czy też podejmujemy decyzje (życiowe czy też inwestycyjne) na bazie błędnych przesłanek.


Chyba wszyscy słyszeli teorię, że gdy zbierze się do kupy nieskończoną ilość małp i każe im stukać w klawiaturę to w końcu jedna z nich napisze Iliadę. Zwykła kwestia prawdopodobieństwa. Podoba mi się rozwinięcie tej historii: jak wiele pieniędzy postawiłbyś na to że ta wybrana małpa napisze następnie Odyseję?

Przesłanie jest takie: czy na bazie informacji od osób, które miały ostatnio szczęście – założysz że i tym razem się nie mylą – zaufasz im i zrobisz to do czego nakłaniają? (analitycy – chcą byś pieniądze wrzucił w te akcje, ten fundusz lub tamtą inwestycję)

Inna ilustracja: ile według Ciebie zarabiają aktorzy w Hollywood? To paskudnie bogaci ludzie, nieprawda?

No właśnie bujda i tyle. Ogromna większość aktorów to sprzedawcy frytek w fastfoodach. Mamy tendencję do oceny świata jedynie poprzez tych, którym się udało. A to znikomy procent wszystkich startujących w danym biegu.

 

Przesłanie jakie wyciągnąłem z tej książki – jeżeli żyjesz zbyt ryzykownie – to może Ci się udać – ale przypomina to grę w rosyjską ruletkę, tylko nie wiadomo jak duży jest magazynek i ile jest kul. Ze statystycznego punktu widzenia sensowniejsza jest kariera stabilna w zawodzie z przyszłością, niż jedynie jako inwestora lub aktora.

To dla mnie oznacza również, że własną karierę powinno się ustawiać nie ryzykując wszystkiego i nie stawiając swojej przyszłości na jedną kartę: niezależnie czy chodzi o wybór zawodu, odpalenie własnego biznesu, czy zmianę pracodawcy. Trochę jak zarządzanie portfelem inwestycyjnym. Warto nie tylko myśleć – ile wygram, ale przede wszystkim zabezpieczyć się przed sytuacją: a co jeśli trafi się nieoczekiwane i stracę wszystko.

Nauczką dla mnie była (już czysto giełdowo) inwestycja w akcje Energopolu. Straciłem na nich jednego dnia 60%. Inny przykład który mocno zabolał moich znajomych: parę lat temu skuszeni wyższymi zarobkami przeszli do innego pracodawcy- zwinął się po pół roku a oni zostali na lodzie. Wniosek: takie numery też się zdarzają.

Możesz zgadzać się z tym co przedstawia autor lub wyrzucić jego wnioski do kosza – ale na pewno warto książkę przeczytać – bo daje do myślenia i pokazuje rzeczy, z których często nie zdajemy sobie sprawy.

 

No i parę według mnie fajnych cytatów:

  • „Nieważne, jak często coś się udaje, jeśli porażka jest zbyt kosztowna.”
  • „Powiedzmy sobie jasno: szczęście sprzyja przygotowanym. Trzeba wyjść z domu i nabyć kupon loterii, żeby wygrać. Czy to znaczy, że praca włożona w wyprawę po kupon sprawiła, że ktoś wygrał?”
  • „Wyobraźmy sobie dwóch sąsiadów: Johna Doe A – dozorcę, który wygrał na loterii i zamieszkał na bogatym osiedlu – i jego najbliższego sąsiada – nieco mniej zamożnego Johna Doe B, który przez ostatnie 35 lat po osiem godzin dziennie łatał dziury w zębach. Można powiedzieć, biorąc pod uwagę nudne życie zawodowe tego drugiego, że gdyby John Doe B miał milion razy przeżyć swoje dorosłe życie, zróżnicowanie byłoby niewielkie (zakładając, że jest odpowiednio ubezpieczony). Gdyby założyć, że John Doe B skończył prestiżową Akademię Medyczną, możliwości byłoby jeszcze mniej. Gdyby John Doe A miał przeżyć swoje życie milion razy, prawie zawsze pracowałby jako dozorca (i wyrzucał pieniądze, grając na loterii) i tylko raz na milion powtórzeń wygrałby na loterii.

Zgodnie z tym rozumieniem bogactwa możemy się spodziewać, że dentysta jest znacznie bogatszy od rockowego muzyka jeżdżącego różowym rolls-royce’em, handlarza skupującego w celach spekulacyjnych obrazy impresjonistów lub przedsiębiorcy mającego kolekcję samolotów odrzutowych. Myśląc o jakiejś grupie zawodowej, trzeba wziąć pod uwagę liczbę ludzi wchodzących w jej zakres, a nie oceniać ją na przykładzie tych, którym się powiodło.”

 

  {mos_fb_discuss:10}


Powered by jWarlock jwFacebook Comments
 

Podobne - też mogą Cię zainteresować

- - - -