| Zakon Menedżerów - czy tylko wizja SF? |
| Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz |
| poniedziałek, 24 września 2007 22:24 |
|
Czytam
opowiadania Konrada Lewandowskiego. Są rewelacyjne – przesiąknięte humorem,
który mi bardzo odpowiada oraz zaskakują fabułą :) W jednym z tych science
fictionowych wersji Polski w roku 2015-35 pojawia się coś takiego jak Zakon
Menagerów.
Jest to jedynie
wizja autora… ale patrząc tak po ludziach goniących za kasą zaczynam się
zastanawiać czy przypadkiem nie ma w tej wizji czegoś co nas już otacza?
Warto się
zastanowić czy Twoja kariera ma iść w stronę głównie większej kasy, kosztem
życia osobistego i rodziny, czy może jest jakieś inne wyjście? Wycinek opowiadania z opisem Zakonu Menagerów poniżej. Daje do myślenia...
„Na
zwolniony etat przyjęto Zakonnika, czyli faceta z Zakonu Menagerów
Inwestujących Kreatywnie. […]
Przyczyną powstania zakonów menagerów była niemożność pogodzenia kariery
zawodowej z życiem rodzinnym. Ponieważ zaś człowiek musi funkcjonować w jakiejś
elementarnej wspólnocie, inaczej spada mu chęć do życia, a wraz z nią motywacja
do pracy, zaczęto tworzyć zakony dla wypełnienia emocjonalnej pustki. Pierwotną
formą zakonów menagerskich były bezdzietne małżeństwa yapiszonów, które
pojawiły się pod koniec XX wieku. Takie parki pracusiów nazywano dinksami, od
angielskiego określenia „podwójna pensja, żadnych dzieci”. […]
Zakony menagerskie upodabniał do tradycyjnych zakonów religijnych brak
dzieci, żelazna dyscyplina i cała doba wypełniona zajęciami, z tym że modlitwę
zastępowało zarabianie pieniędzy. Pracowali 18 godzin na dobę, śpiąc trzy lub
cztery godziny. Krótkiego spania uczyli się na specjalnych treningach, podobnie
jak szybkiego czytania oraz optymalnego zgrywania komunikacji werbalnej i
niewerbalnej. Znudzenia pracą zapobiegało podejmowanie nowych wyzwań i
specjalne systemy ćwiczeń psychodramatycznych. Do odreagowania służyły między
innymi seanse dziecięcych zabaw – na przykład przez dwie godziny w tygodniu
robili babki z piasku. Od seksu mieli profesjonalny zakonny personel, z tym że
na wysokie pozycje w wewnętrznej hierarchii mogli liczyć tylko ci, którzy
potrafili przesublimować popęd seksualny w pociąg do pracy. Oczywiście wszyscy
byli pracoholikami utrzymywanymi tuż na pograniczu delirium tremens.
Cała reguła zakonna służyła temu, by, maksymalizując wydajność pracy, nie
przekroczyć cienkiej granicy, za którą zaczynała się degradacja psychiki do
poziomu stuporu i funkcji wegetatywnych. Nie zawsze się to udawało, ale
chętnych nie brakowało nigdy. Nowicjuszy wabiło poczucie misji, bycie ‘na fali’
i wysoka pozycja społeczna, porównywana przez ich samych z dawnym stanem
szlacheckim. Do tego dochodził bajeczny luksus, w którym upływały nieliczne
chwile wypoczynku i specjalnie projektowane wczasy. Menagerowie zakonni
gwarantowali najwyższe zyski z inwestycji, więc inwestorzy chcieli tylkoich.
Popyt na usługi tego typu instytucji stale rósł.
Ci, którym zapachniały pieluchy odchodzili z zakonów i zakładali normalne
rodziny, ale tacy odstępcy zdarzali się rzadko. Człowiek obciążony rodziną mógł
być tylko robolem. Zresztą odprężenie psychiki towarzyszące przejściu do
zwykłego życia kończyło się zwykle załamaniem nerwowym.”
A Ty? Ile godzin pracujesz dziennie? {mos_fb_discuss:11} |
Powered by jWarlock jwFacebook Comments