Ambicja a samorealizacja
Wpisany przez Dariusz Ambroziak   
poniedziałek, 14 maja 2007 11:47

happyRozważam ostatnio taki problem będący pochodną pytania "czy jestem szczęśliwy?"

Wiem, wiem... temat górnolotny i niekonkretny. Ale chcę się skupić na jednym tylko aspekcie. Jak ambicja (rozumiana jako dążenie do samorozwoju) wpływa na postrzeganie własnego szczęścia (rozumianego jako zadowolenie ze swojego życia)

 

Zwykle kolejność rozumowania człowieka dążącego do poszukiwania własnego szczęścia jest taka:

1. Czuję że za mało robie dla siebie, za mało się rozwijam. Stoję w miejscu i przez to nie jestem szczęśliwy
2. Wynajduję sobię różne zajęcia, dokształcam się, podejmuję wyzwania. Wyznaczam sobie ambitne cele i zaczynam działać w kierunku ich realizacji. Mam nadzieję że będę szczęśliwy.
3. Czuję się lekko przygnieciony dodatkowymi zajęciami, nie mam czasu na odpoczynek. Widzę że cel jest na tyle ambitny, że jeszcze długo go nie osiągnę. Ciągle nie jestem szczęśliwy
4. Zaczyna się faza rezygnacji - i tak nie dam rady osiągnąć celu, nie chce mi się. Nie jestem szczęliwy.
5. Jestem zły na siebie za fazę rezygnacji, mobilizuję się i przeskakuję znowu do fazy 1.


Przeżywaliście kiedyś takie etapy w parcy nad sobą? Ja osobiście tak to postrzegam. Ale dopiero jak sobie to uświadomiłem to zwróciłem uwagę na pewną przykrą kwestię. Zauważcie że w powyższych fazach prawie cały czas mam poczucie że nie jestem szczęśliwy - jedynie faza 2 daje pewne nadzieje że może być lepiej. Skąd inąd faza 2 jest zawsze najfajniejsza ze wszystkich... ;-)

No i na dochodzimy do zasadniczego pytania: czy człowiek ambitny nie może być szczęśliwy? Czy stawianie sobie ambitnych celów i życie w poczuciu zmagania się z przeciwnościami w osiąganiu tych celów determinuje niemożność osiągnięcia stanu zadowolenia z samego siebie?

nie umiem na to pytanie dobrze odpowiedzieć. Jeszcze gorzej jest jak popatrzymy na kolesi, którzy całymi dniami przesiadują "pod sklepam" z jakimś "wzmocnionym winem owocowym". Ich model spędzania wolnego czasu jest kompletnym zaprzeczeniem tego czego ja oczekuję od siebie. Ale ci kolesie wydają się być szczęsliwi. Do szczęścia wystarczy im ławeczka, towarzystwo i butelczyna. Ograniczone potrzeby powodują że łatwiej je zaspokoić... A przecież nie ważne co się w życiu robi - ważne żeby się robiło co się lubi.

Jako wniosek stawiam tezę że rzeczywiście ambicja przeszkadza w poczuciu szczęścia. Choć oczywiście odwrotu nie ma. Człowiek ambitny nie może zasiąść na ławeczce z winiaczem bo nie zazna tam spełnienia. Jest niewolnikiem swoich ambicji. I pozostaje mu tylko i wyłącznie czekanie na swoje "fazy 2" dające namiastkę szczęścia.

Tym optymistycznym akcentem...

 

{mos_fb_discuss:17}


Powered by jWarlock jwFacebook Comments
 

Podobne - też mogą Cię zainteresować

- - - -