| Ambicja a samorealizacja |
| Wpisany przez Dariusz Ambroziak |
| poniedziałek, 14 maja 2007 11:47 |
|
Wiem, wiem... temat górnolotny i niekonkretny. Ale chcę się skupić na jednym tylko aspekcie. Jak ambicja (rozumiana jako dążenie do samorozwoju) wpływa na postrzeganie własnego szczęścia (rozumianego jako zadowolenie ze swojego życia)
Zwykle kolejność rozumowania człowieka dążącego do poszukiwania własnego szczęścia jest taka: 1. Czuję że za mało robie dla siebie, za mało się rozwijam. Stoję w miejscu i przez to nie jestem szczęśliwy
No i na dochodzimy do zasadniczego pytania: czy człowiek ambitny nie może być szczęśliwy? Czy stawianie sobie ambitnych celów i życie w poczuciu zmagania się z przeciwnościami w osiąganiu tych celów determinuje niemożność osiągnięcia stanu zadowolenia z samego siebie? nie umiem na to pytanie dobrze odpowiedzieć. Jeszcze gorzej jest jak popatrzymy na kolesi, którzy całymi dniami przesiadują "pod sklepam" z jakimś "wzmocnionym winem owocowym". Ich model spędzania wolnego czasu jest kompletnym zaprzeczeniem tego czego ja oczekuję od siebie. Ale ci kolesie wydają się być szczęsliwi. Do szczęścia wystarczy im ławeczka, towarzystwo i butelczyna. Ograniczone potrzeby powodują że łatwiej je zaspokoić... A przecież nie ważne co się w życiu robi - ważne żeby się robiło co się lubi. Jako wniosek stawiam tezę że rzeczywiście ambicja przeszkadza w poczuciu szczęścia. Choć oczywiście odwrotu nie ma. Człowiek ambitny nie może zasiąść na ławeczce z winiaczem bo nie zazna tam spełnienia. Jest niewolnikiem swoich ambicji. I pozostaje mu tylko i wyłącznie czekanie na swoje "fazy 2" dające namiastkę szczęścia. Tym optymistycznym akcentem...
{mos_fb_discuss:17} |
Rozważam ostatnio taki problem będący pochodną pytania "czy jestem szczęśliwy?"
Powered by jWarlock jwFacebook Comments