| Asertywność....czy aby napewno "S***** Dziadu"? |
| Wpisany przez Marta Nozderka |
| wtorek, 06 lutego 2007 13:49 |
|
Przygoda z asertywnością każdego z nas zaczęła się w momencie pierwszego głośno wypowiedzianego „NIE!”. W pierwszym głośno i pewnie wypowiedzianym zdaniu w dyskusji: „Jesteś głupia!”. Codziennie rano w tramwaju, gdy marudny współpasażer męczy nad głową o miejsce – „Nie widzisz, że też jestem zmęczony!” O tak, jesteśmy asertywni i tak o sobie myślimy, no może nie wszyscy, ale część ludzi tak ma i korzysta z takiego asortymentu zachowań, kiedy tylko się da.
Nie ukrywam, że i w mojej głowie przez długi, długi czas istniało takie przekonanie, że w asertywności chodzi o to by „postawić na swoim”, nie dać się argumentom innych. Dlatego też dyskusja potrafiła przybierać formę walki na argumenty, przerzucania się kontrargumentami, w końcu prowadziła do obwiniania się i do stwierdzenia – „Jesteś głupi”. Po takiej dyskusji pozostaje niesmak, poczucie winy i dziwne poczucie, że wcale się nie wygrało. Dlatego też najtrudniejsze w byciu asertywnym jest zmienienie sposobu myślenia o sobie i o osobie, z którą wchodzimy w kontakt. Ja jestem OK i Ty jesteś OK bez względu na to, w jakiej sytuacji się znajdujemy i czy to Ty chcesz coś ode mnie, czy ja od Ciebie, a może nie chcemy sobie czegoś nawzajem dać. Ten sposób myślenia wymaga chwili zastanowienia, przeanalizowania sytuacji, chociaż chwili poświęconej na przyjrzenie się sytuacji, na poznaniu człowieka, który stoi naprzeciwko nas. To trudne nagle w „upierdliwcu”, który wyciąga od nas numer telefonu albo idzie w zaparte, że nic nie jest nam winien zobaczyć „człowieka” i zrozumieć go. Podejść do niego i powiedzieć: „Wiem i rozumiem, ze możesz tak myśleć, szanuję to, jednak nie mogę….”. To nie jest łatwe i to nie jest automatyczne. O ile prościej powiedzieć za przedszkolakiem: „Jesteś głupi, wredny i to wszystko Twoja wina!”. Łatwiej jest powiedzieć niż później żyć z taką świadomością, że obraziło się drugą osobę. Albo inaczej nic nie powiedzieć i mieć w głowie tą świadomość, że pozwoliło się komuś skrzywdzić. Pamiętam taka sytuację w pracy. Trwa projekt, z różnych względów leżących po mojej i nie po mojej stronie wszystko przesuwa się w czasie a terminy gonią. Włożyłam w ten projekt dużo pracy, dużo serca i nagle słyszę: „Jesteś nieodpowiedzialna i nieproaktywna. Ciągle coś chcesz od nas, a to formatkę, a to analizę. Czy wydaje Ci się, ze my mamy na to czas? To przecież Twoje zadanie”. Dobrze wiem, że to co mówi do mnie ta kobieta nie jest prawdą, że nie zna się i chce sobie ulżyć, jednak w takiej sytuacji mam w głowie pustkę. Nie wiem, co zrobić i czuję się tak źle. Aż chce się nakrzyczeć na tą „głupią babę”, która nie wie co mówi i broni tylko swojego stanowiska. Strasznie wtedy chciałam nakrzyczeć i wykrzyczeć, co myślę. Wystarczyło mi tylko sił i odwagi na to by powiedzieć: „Czuję się atakowana i nie wiem, dlaczego?”. Potem jak już emocje opadły miałam w głowie mętlik, bo: czułam się dumna, że nie dałam się sprowokować i wciągnąć w przepychankę słowną a z drugiej strony czułam się źle i niedobrze, bo nie powiedziałam, że ja tak o sobie nie sądzę. Że i owszem ona ma prawo tak do mnie mówić, ale że ja mam prawo się z tym nie zgadzać. Teraz trzymam w głowię tą sytuację i wracam do niej, nie jako do wstydliwej przeszłości, ale do doświadczenia, które dużo mnie nauczyło a w perspektywie teorii asertywności może przynieść długofalowe efekty. Podejście do sprawy z myślą w głowie, że Ja jestem OK i Ty jesteś OK, daje jeszcze jedną (bardzo cenną) wartość dodaną. Pozwala nam stanąć obok problemu i przyjrzeć się mu. Jeśli będziemy mieć świadomość, że osoba naprzeciwko nas ma takie samo prawo nie zgadzać się z nami, jak i my mamy prawo nie zgadzać się z tą osobą, to może się okazać, ze problem nie istnieje. Na początku przyjęcie takiego myślenia było dla mnie bardzo trudne. Najbardziej bolało, gdy ktoś mnie krytykował, nie doceniał mojej pracy albo obrażał (chodzi oczywiście, o krytykę nieuzasadnioną, z taką, z którą się nie zgadzamy, która przeradza się w agresję i obraża nas zamiast wskazywać na obszary do pracy). Stałam przed tą osobą, która mogła wyżywać na mnie za swoje smutki, frustracje. Gdy słyszałam:, „Bo Ty zawsze…”, „Bo Ty nigdy…”, „Jesteś beznadziejna” albo „No nie wiem jak mogłaś założyć coś takiego” bolało i podkopywało moją pewność siebie, sprawiało, ze się kuliłam w sobie albo dla odmiany atakowałam (bo tak najprościej). Zasada Ty jesteś OK., ja jestem OK. pokazuje, że osoba naprzeciwko nas może mieć takie wrażenie, może jej się nie podobać nasze zachowania jednak nie musimy się z nią zgadzać. Dla mnie (przewrażliwionej na swoim punkcie) przyjęcie takiego sposobu myślenia nie było łatwe (nadal nie jest), jednak się staram. Staram się dystansować od nieprawdziwych wg mnie opinii na mój temat. Najciężej jest nie zrobić tego pierwszego kroku, nie dać się wciągnąć w dyskusję, zacząć się bronić, lub inaczej nie zareagować na krytykę słabym: „Ale jak tak możesz” lub „To mi sprawia przykrość”. Bo po pierwsze- nie muszę się bronić, gdyż ja tak nie sądzę o sobie a ta osoba może jej święte prawo i po drugie- nie jest mi przykro, bo słowa tej osoby nie wpływają na mnie i na moje samopoczucie. Zmiana sposobu myślenia to tylko początek (a może właśnie cel) przygody z asertywnością. Po drodze znajduje się wiele skutecznych i użytecznych metod, które dobrze zastosowane potrafią skutecznie komunikować innym nasze stany i poglądy. Jednak stosowanie metod bez przyjęcia „filozofi” wypływającej z asertywności powoduje, że osoba stosująca je może wydawać się sztuczna i nieszczera. Jak bardzo jest to widoczne i wyczuwalne przez uważnego obserwatora niech poświadczy mój przykład. W czasie mojego treningu, wraz z poznawaniem coraz to nowych metod zaczełam je stosowac na najbliższych w dyskusjach, sprzeczkach i codziennych rozmowach. Była we mnie ta pogoń za nowością, za nagle odkrytą paletą możliwości, nie było we mnie jeszcze tej świadomości z czego te zachowania mają wypływać. I tak przy jednej ze sprzeczek usłyszałam: „Ty i te Twoje komunikaty JA, się asertywna zrobiłaś”. Porażka? Chyba nie, raptem wstęp do treningu. |
Powered by jWarlock jwFacebook Comments