Kto zabrał mój ser?
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz   
sobota, 24 lutego 2007 13:47

Kto zabrał mój ser? Jeśli jeszcze nie czytałeś tej książki to koniecznie po nią sięgnij. Autorem jest Spencer Johnson - mistrzunio od alegorii o życiu, karierze i zarządzaniu. 

Wygląda na to, że Spencer znalazł sposób jak przemówić do ludzi. Książki opowiadają prostą historię, bardzo przyjemnie je się czyta (właściwie to chłonie w arcykrótkim czasie) - a to co pokazują - daje do myślenia (nawet i o górnikach)... no i skłania do działania.

 

Żeby tu nie popełnić czynu zwanego przez anglosasów i sasoanglów: 'reinvent the wheel' nie będę pisał co jest w książce, tylko zastosuję zdrową zasadę Minimax - i przekleję opisy z okładki.   

"Prosta, a zarazem mądra, alegoryczna przypowieść, odkrywająca najgłębsze prawdy o zmianach dokonujących się w naszym życiu. Bohaterowie tej książki, cztery istoty - myszy: Nos i Pędziwiatr i miniaturowi ludzie: Zastałek i Bojek - są personifikacją prostych, ale i skomplikowanych części naszej osobowości, które kryją się w nas niezależnie od wieku, płci, rasy, czy narodowości.

Myszy i ludzie - żyjący wewnątrz labiryntu i poszukujący sera, który jest ich pokarmem i źródłem szczęścia.

"Ser" to metafora wszystkiego, czego pożądamy w życiu - dobrej pracy, zdrowych związków z innymi ludźmi, majątku, zdrowia, czy spokoju duchowego.

"Labirynt" to miejsce, w którym szukamy tego, czego pragniemy - może jest to firma dla której chcielibyśmy pracować, rodzina czy społeczność, w której żyjemy."

Parę przemyśleń

Czytając książkę miałem wrażenie, że mamy w Polsce parę grup społecznych, które zachowują się jak Zastałek: pamiętacie te paskudnie duże odprawy dla górników? 'należy nam się!', 'przecież zasługujemy!'... przy masowych zwolnieniach postrajkowali, pokrzyczeli... a nasz rząd się ugiął i co... zapłaciliśmy z naszych pieniędzy górnikom.

A słyszał ktoś o strajku konsultantów biznesowych? menedżerów, którym kontrakty wygasają? informatyków? czy nawet ostatnio - budowlańców? Ja nie... i głowę daję, że nie usłyszymy, bo Ci ludzie jak trzeba to się zmieniają, szukają Sera gdzie indziej. Nie boją się zmian bo wiedzą, że są konieczne. 

... no właśnie... 'jak trzeba to się zmieniają'. To pozwala przetrwać na sensownym poziomie zadowolenia, stabilności, komfortu itd...

Ale - to do czego nakłania nas autor, i po przeczytaniu nie sposób się z nim nie zgodzić, to do proaktywnego działania. Nie czekaj by się zmieniać tylko postępuj jak Bojek (w każdym razie imiona są idiotyczne, nie uważasz?) :

"Mimo że ciągle miał ogromny zapas Sera, często biegał po Labiryncie i odkrywał jego nowe zakamarki. Dzięki temu dokładnie wiedział, co dzieje się dookoła. Zrozumiał, że lepiej jest być świadomym brutalnej rzeczywistości niż pławić się w przyjemnych iluzjach."

Przykłady jakie mi się nasuwają:

  • najbardziej po studiach cierpieli/cierpią Ci, którzy czekali ze znalezieniem pracy do ich zakończenia - bo wtedy był wysyp wszystkich studentów i ciężko było zostać przez pracodawce zauważonym w tym tłumie
  • Ci którzy zainteresowali się funduszami czy giełdą dopiero wtedy gdy wszystkie media trąbiły o tym jak fantastycznie rośnie i można zarobić - stracili, bo było już zapóźno i napchali jedynie kasę tym którzy pomyśleli o tym wcześniej (np. maj i czerwiec 2006)
  • Fajne zadania i projekty w pracy dostają nie Ci, którzy dobrze robią tylko to co do nich należy i biernie czekają na kolejne wrzuty, ale Ci którzy poszukują tego co JESZCZE ich w pracy kręci - i dodatkowo to zaczną robić. Innymi słowy: bądź proaktywny i odkrywaj nowe.

{mos_fb_discuss:5}


Powered by jWarlock jwFacebook Comments
 

Podobne - też mogą Cię zainteresować

- - - -