| "Czyny, nie słowa"? Nie! Liczą się "efekty" |
| Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz |
| środa, 10 października 2007 09:43 |
|
Przecież biegam
wieczorkami by się przygotować (czyn nr 1), Jedyne, czego zabrakło, to EFEKTU - nie pobiegłem.
Schrzaniłem
sprawę nie rejestrując się wcześniej. Miałem na to sporo czasu, coś ponad
miesiąc, ale założyłem, że tak jak w zeszłym roku, i teraz dostanę pakiet
startowy tuż przed startem. A tu surprise: „trzeba było się rejestrować
wcześniej”.
Podkład już jest,
teraz przemyślenia.
Jak to więc jest:
czy ważne są czyny czy faktyczne efekty?
W dłuższej
perspektywie to, ile się narobimy, wcale nie jest ważne. Istotne jest to, co osiągniemy.
Oczywiście można
z tym postulować, ale pomyślmy…
- liczy się to,
że wywiążesz się z jakiegoś zadania, czy to, że nad tym zadaniem ślęczałęś X
godzin i zrobiłeś masę ruchów pozornych (nieskutecznych)?
- czy to, że masz
fajny pomysł i zrobiłeś nawet kilka kroków ku jego realizacji jest istotne, o
ile pomysłu nie zrealizujesz?
Pewnie każdy z
nas ma życie upstrzone takimi niedokończonymi sprawami: to może być słomiany
zapał, brak konsekwencji, samodyscypliny, motywacji albo po prostu, tak jak w
przypadku nieudanego runwarsaw – brak planu.
I co to oznacza?
Ano, że się bezsensownie narobiliśmy, poświęcając siłę, energię i czas na
działania absolutnie nieskuteczne.
Jak dłużej myślę nad
tym zestawieniem „czyny-efekty”, to nawet postawiłbym odwrotną tezę: jeśli ten
sam efekt możemy osiągnąć łatwiej i sprytniej (czyli wykonując mniej,
prostszych zadań) – to tak właśnie powinieneś robić. Życie Ci to wynagrodzi –
przede wszystkim satysfakcją z tego co osiągnąłeś. Oczywiście „łatwiej i
sprytniej” oznacza również: legalnie, etycznie i nie po trupach.
Jakiś morał z tej
opowiastki? Skup się na
efektach, a nie na wykonywaniu działań
Zachęcam Cię do
prowadzenia swojego dnia, a w szerszym horyzoncie całego życia, w nastawieniu
na osiąganie efektów. Wykonywanie nieprzemyślanych działań, brak
planu i celu końcowego to jedynie marnotrawienie swojego czasu. Nie miałeś
kiedyś poczucia spełnienia tylko dlatego, że byłeś czymś zajętym? Nie uważasz,
że to co najmniej dziwne? Jeżeli zadania, którymi się zajmujesz, niczego w
rezultacie Ci nie dadzą – to po co je robić?
Możesz przecież
ten czas lepiej wykorzystać.
Przykład? jeżeli
chcesz coś załatwić, i jednym z kroków jest wykonanie telefonu na informację by
uzyskać namiary na daną firmę – to nie spoczywaj na laurach, że zadzwoniłeś na
infolinię. Przecież to, samo w sobie, nic Ci nie daje.
Działania są
istotne, przecież „samo się nie zrobi”, ale same działania to jedynie kroczki
pośrednimi na drodze do uzyskaniu końcowego efektu.
I nie chciałbym byś
mnie źle zrozumiał – czasami jakieś działanie są celem same w sobie, i
sprawiają nam przyjemność. Na przykład, czasami celem nie jest zjedzenie
dobrego posiłku, a samo gotowanie. Gdyby chodziło jedynie o efekt = posiłek, to
mógłbyś wziąć zamrożonego gotowca, lub coś zamówić z pobliskiej restauracji.
Jeżeli natomiast chodzi Ci o efekt = satysfakcja z gotowania – to śmiało.
|
Powered by jWarlock jwFacebook Comments