Podobno pieniądze
szczęścia nie dają, ale.... No właśnie - gdy pieniędzy mamy za mało by zaspokoić
swoje potrzeby, to wtedy bardzo kiepsko nam się żyje, w poczuciu zagrożenia i „braku".
Niezależność
finansowa dla wielu ludzi jest celem w życiu. Nie bez powodu: chcemy przestać
myśleć o pieniądzach i zacząć robić to, czego pragniemy, niezależnie czy chodzi
o byczenie się z piwkiem w dłoni pod jakąś palmą, wyruszenie w podróż
autostopem po Ameryce Południowej, czy też (jeśli zaliczasz się do grona
szczęśliwców) robienie tego samego co teraz, ale już wyłącznie jako hobby.
Serwis 43things opublikował listę 100 najpopularniejszych celów wybieranych przez swoich użytkowników.
Jest to serwis głównie amerykański, dlatego przewija się tam kilka rzeczy typowych dla tego narodu: jak choćby zrzucenie wagi (otyłość to ich choroba narodowa), czy też nauka hiszpańskiego (angielskiego uczyć się przecież nie muszą, choć co niektórym by się przydało :) )
Może znajdziesz na tej liście coś inspirującego dla siebie. Przydatne zwłaszcza podczas postanowień noworocznych :)
Ile masz wolnego
miejsca na dysku twardym? Jak dużo miejsca jest jeszcze w Twoim pomieszczeniu
gospodarczym czy też piwnicy? Ile miejsca w szafie i na półkach możesz jeszcze
wykorzystać?
Z dużym
prawdopodobieństwem niewiele, bo całą wolną przestrzeń zdążyłeś już
wykorzystać... czy też mówiąc już bez eufemizmów: zagracić.
Poprzednio
pisałem, jaki wpływ ma Prawo Parkinsona na to jak sobie radzimy z naszym czasem
oraz pieniędzmi . W tej, ostatniej już części trylogii, pokażę jak
wujaszek Parkinson namieszał również w odniesieniu do miejsca i przestrzeni. I jak
sobie z tym poradzić.
Esencja Prawa dla
niewtajemniczonych:
- każde zadanie
zabierze Ci tyle czasu, ile na nie przeznaczysz.
- a w wersji
pieniężnej: wydasz tyle ile masz - czyli: i tak ogołocisz swoje konto do zera i
nic nie zostanie.
znalazłem darmowy PDF Tony Robbinsa pod tytułem: "Power of Momentum: 7 Steps to a Fulfilling 2006"
jak zamienisz 2006 na 2008 to dostaniesz bardzo aktualną pomoc przy ruszaniu w nowy rok :)
Robbins (ten od fantastycznej książki o tytule co najmniej dwuznacznym :) Obudź w sobie olbrzyma) proponuje bardzo fajne podejście do formułowania postanowień/celów i co najważniejsze ich realizacji, na bazie krótkiej analizy tego jak nam poszło w zeszłym roku.
7 kroków - wygląda prościutko... o ile wiesz czego chcesz:
1. Get Clear.
2. Get Certain.
3. Get Excited.
4. Get Focused.
5. Get Committed.
6. Get Momentum.
7. Get Smart.
plik wrzuciłem tutaj (wersja ang. ale tak trywialnie prosta, że z pomocą internetowych słowników każdy sobie poradzi)
Tym razem coś co napisałem w 2006... czyli wiekowe, ale jeśli interesuje Cię temat lepszego wykorzystania czasu - to zapraszam do lektury :)
Na ten temat jest z milion książek, artykułów, internetowych serwisów i porad wszelakiej maści. Coś tam musi się kryć – skoro patrząc na innych, stwierdzasz (może z zazdrością?), że można być jednak bardziej wydajnym czy też efektywnym – mając tyle samo godzin co Ty. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie to strasznie wkurzało. I co zrobiłem… ? Byłem na paru szkoleniach i zniechęcony zdobytą tam wiedzą zacząłem szperać w tej stercie materiałów jakichś przydatnych wskazówek.
Tym razem zamiast pisać, oddam głos naszemu wspólnemu znajomemu - Steve Jobs, szef Apple'a. Dla wyjaśnienia, ta znajomość niestety jest jednostronna: Steve jakoś nas nie kojarzy. Jeszcze nas nie kojarzy :)
Film to bardzo inspirująca przemowa na jego zakończenie college'u. Mówi o tym co może się cudownego zdarzyć, jeśli tylko masz własną wizję.
Jego przesłanie brzmi "Stay hungry, stay foolish." - nie przestawaj poszukiwać w życiu tego, co jest dla Ciebie najlepsze.
Pisałem już o Prawie Parkinsona w odniesieniu do czasu. W skrócie: każde zadanie
zabierze Ci tyle czasu, ile na nie przeznaczysz. Podałem też kilka pomysłów jak
Prawo obejść, czy też złamać.
Tym razem
spojrzenie na to samo Prawo wujaszka Parkinsona - tyle, że pod kątem kasy. Tutaj też działa.
Mała ilustracja autobiograficzna: jak sobie przypomnę, że dało się wyżyć za stypendium
to mnie śmiech ogarnia :) No taaaa... ale przecież mieszkałem na
garnuszku u rodziców. Potem gdy zacząłem zarabiać, to i wydawać
też zacząłem lepiej - właściwie to tyle wydałem ile zarobiłem (inaczej się nie dało): ciuchy, sprzęt, po
dłuższym czasie samochód. Chociaż ciężko Malucha nazwać samochodem to jednak
swoje potrafił zjeść: paliwko, opłaty za ubezpieczenie i nieodłączne w wieku tak znamienitej bryczki (rocznik '89) cykliczne naprawy. Uroczo.
Wyprowadzka ‘na własne wynajmowane', potem kupno własnego mieszkania. Po jakimś
czasie dziecko (przekochane :) )... itd.
Wydatki zawsze dorównywały zarobkom. Czyli Prawo Pareta w pełnej krasie...
Niedługo zmieni
się cyferka z 7 na 8. Nie mogę się oprzeć pokusie podsumowania tego roku.
Pewnie jak większość z nas. Zresztą... zaraz czeka nas wysyp podobnych podsumowań
ze wszystkich możliwych stron: najlepszy sportowiec roku, TOP100 piosenek 2007,
najciekawsze wydarzenia 2007, najlepszy i najgorszy fundusz inwestycyjny etc.
Nachodzi nas
jakaś dziwna potrzeba księgowego zamknięcia roku. robimy bilanse, podsumowania,
wytłuszczamy co ciekawsze dane, przyglądamy się wnikliwie tym niepokojącym i
podnosimy na duchu tymi pozytywnymi... A potem z nadzieją zaczynamy następny rok.
Zamiast się
głowić czy to dobrze czy źle, że udziela się ta księgowa potrzeba - warto to
wykorzystać :) Przy okazji: kto by pomyślał, że w każdym z nas jest taki mały
księgowy...