|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Niedługo zmieni
się cyferka z 7 na 8. Nie mogę się oprzeć pokusie podsumowania tego roku.
Pewnie jak większość z nas. Zresztą... zaraz czeka nas wysyp podobnych podsumowań
ze wszystkich możliwych stron: najlepszy sportowiec roku, TOP100 piosenek 2007,
najciekawsze wydarzenia 2007, najlepszy i najgorszy fundusz inwestycyjny etc.
Nachodzi nas
jakaś dziwna potrzeba księgowego zamknięcia roku. robimy bilanse, podsumowania,
wytłuszczamy co ciekawsze dane, przyglądamy się wnikliwie tym niepokojącym i
podnosimy na duchu tymi pozytywnymi... A potem z nadzieją zaczynamy następny rok.
Zamiast się
głowić czy to dobrze czy źle, że udziela się ta księgowa potrzeba - warto to
wykorzystać :) Przy okazji: kto by pomyślał, że w każdym z nas jest taki mały
księgowy...
Poniżej parę słów o self-księgowości :)
|
|
Czytaj całość…
|
|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Nowy rok soon :) Poza skojarzeniami z szampanem, imprezami, fajerwerkami - od zawsze była to doskonała okazja do próby zmierzenia się z samym sobą (i wcale nie chodzi mi o ilość wlanego alkoholu :) ). Co roku tabuny ludzi wpada na genialne pomysły, że akurat ten specyficzny dzień w roku ma w sobie tak magiczną moc, że warto sobie coś obiecać: że się zmienię, że zacznę coś robić, że skończę z jakimś złym nawykiem, że będę lepszy, że odwazę się w końcu na coś... itd.
Zachęcam do tego aby zastanawiać się nad swoim życiem i celami nie tylko w ten dzień ale znacznie częściej. Przy noworocznej częstotliwości weryfikacji swoich postanowień i celów to wiele nie zdziałasz: jeden raz na 365 dni, to zdecydowanie za rzadko by coś zrealizować. To tak jakbyś sprawdzał raz na rok czy budowa domu idzie do przodu i ekipa budowlana realizuje Twój projekt zgodnie z planem. Słabo :)
ALEEEE... (jak mawia kabaret Ani Mru Mru)... każda okazja jest dobra do tego by się zmotywować :)
Powpisujcie tu swoje cele na 2008. Zapisany cel dopiero ma sens, pozostawienie go jedynie sobie w myślach do niczego nie zobowiązuje. A tak - jak wpiszecie, i inni zobaczą, to się trochę zmobilizujecie.
|
|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Tym razem wpis bardziej administracyjny: zamiast pisać dzisiaj poczytam.
Od wielu lat czytam Marcela Prousta "W poszukiwaniu straconego czasu". Jeszcze nie skończyłem tej książki, ale w dłoniach mam ostatni, siódmy już tom o podtytule: "Czas odnaleziony". Czemu tyle lat mi to zajmuje? Nie chodzi mi o to by dorównać autorowi i czytać w tempie w którym on pisał :) Po prostu by czytać tą książkę trzeba mieć odpowiedni nastrój... Okazuje się, że przez tyle lat nie często mi się trafiał, choć książka leży tuż przy łóżku.
"W poszukiwaniu straconego czasu"... Wielu się śmieje, że wystarczyłoby nie czytać tej książki - i w ten sposób nie straci się czasu, który Proust przez tyle kart próbował odnaleźć.
Czemu wzmianka o tej książce na portalu o rozwoju osobistym? Nie tylko dlatego, by się wyspowiadać z niepisania :) To magiczna książka - otwiera zmysły na postrzeganie tak drobnych-wielkich rzeczy dookoła, uczuć oraz emocji w sobie i w innych, że warta jest przeczytania. Przecież rozwój osobisty to również poszerzanie horyzontów o te rzeczy.
Książka jest trudna - i nie dla wszystkich.
|
|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Najpierw obrazek,
który obrazuje (jak to obrazek) to enigmatyczne skojarzenie z tytułu. Dla
niecierpliwych: w tym artykule pomysł na lepsze wykorzystanie czasu.
Czemu większe
opakowanie Etopiryny, Coca-coli, proszku do prania czy innych produktów szybko
zużywalnych, nazywane są ekonomicznymi? Przecież więcej
zapłacę za butlę 2 litrową niż za mniejsze, pół litrowe opakowanie. Gdzie tu
ekonomiczność?
Ano jest!
Koszt opakowania,
zarówno przy wersji małej jak i dużej produktu jest porównywalny. Czyli zamiast
kupować 4 butelki półlitrowe, kupujesz jedną 2 litrową i ... wychodzi taniej.
Voila!, jak
mawiają Francuzi. I mamy ‘ekonomiczność opakowania' rozgryzioną. W mega
uproszczeniu oczywiście. A jak się ma to
do czasu?
Czas to też dobro
szybko zbywalne, nawet gdybyś nie chciał to i tak ucieka. Okazuje się, że jednak
tu też możesz zastosować zasadę ekopack'ów - trochę przyoszczędzić.
|
|
Czytaj całość…
|
|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Tak mnie na
filozofowanie naszło... a właściwie to na metaforowanie.
No i wymyśliłem: realizacja
celu życiowego jest jak budowa domu.
Najpierw marzysz
o swoim przytulno-przestronnym gniazdku rozkoszy/spokoju, potem planujesz jak
to cudo będzie wyglądać po zbudowaniu ... no i przychodzi czas na realizację.
|
|
Czytaj całość…
|
|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Marilyn Monroe powiedziała kiedyś: „Pieniądze szczęścia nie
dają... ale zakupy tak".
Coś w tym jest, nie sądzisz? Ile razy poprawiasz sobie humor
kupując coś, lub wydając na coś co ma Ci podwyższyć wskaźnik zadowolenia... lub
zasypać dołek psychiczny, gdy masz gorsze dni.
Takie właśnie przemyślenia egzystencjonalne naszły mnie, gdy w
sklepie przed megakuszącym stoiskiem zacząłem się zastanawiać czy kupić sobie
konsolę czy też nie...
No i rebus... wydawanie pieniędzy na rzeczy zbędne to, sam
przyznasz, głupota. Lepiej je zainwestować i niech pracują na siebie. Z drugiej
strony totalna asceza i odmawianie sobie przyjemności powoduje, że ta
codzienność nie cieszy - a przecież nie o to chodzi.
Rebus brzmi: jak ograniczyć zbędne wydatki i nadal dbać o swój
dobry nastrój.
No i rebus poboczny: czy kupiłem tą konsolę czy nie? :)
|
|
Czytaj całość…
|
|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Wyobraź sobie taką sytuację:
wybierasz się do pracy, wiedząc, że czekają na Ciebie dwa kluczowe zadania do
zrealizowania. Wchodzisz do biura, odpalasz maila i nagle wyskakują dwie kolejne, pilne sprawy od szefa. Gdy próbujesz się z nimi uporać, Twoje telefony
rozdzwaniają się jak szalone. Kiedy jedną ręką piszesz ważne pismo a drugą
trzymasz słuchawkę przy uchu, do drzwi puka ktoś z kolejnym problemem a na
Twoją i tak już zapełnioną skrzynkę wpływa następne kilka(naście?) superhiper
ważnopilnych maili. A po pracy nie możesz odpocząć, musisz jeszcze załatwić to,
tamto, siamto a nawet i owamto ...
Krążysz między zadaniami jak Kubica po torze Monza. No cóż, sytuacja nie do pozazdroszczenia.
Czy na pewno załatwianie wielu spraw na raz to dobry pomysł?
|
|
Czytaj całość…
|
|
Wpisany przez Tomasz Zienkiewicz
|
|
Wiesz co to
„syndrom studenta"?
Nic innego jak odkładanie nauki przed egzaminem, aż do samego
egzaminu. Chyba każdy przez to przeszedł - i to nie koniecznie na studiach. Po
prostu lubimy odkładać tak długo, jak się da - aż nadchodzi godzina „zero" gdy
trzeba się sprężyć.
Był taki facet,
który zaobserwował to zjawisko maksymalnego rozwlekania czynności przy okazji
swoich badań wszelakich i ... mamy prawo Parkinsona.
Za wikipedią :
Ten facet to Cyril
Northcote Parkinson - a
jego prawo brzmi: Praca rozszerza się wprost proporcjonalnie do czasu
wyznaczonego do jej wykonania. (oryg. ang.
Work expands as to fill the time available for its completion).
Chciałbym pójść
za ciosem i w kilku dedykowanych artykułach spojrzeć na to prawo pod kątem nie
tylko czasu, ale także pieniędzy i przestrzeni. Według mnie działa i tam.
W tym tekście
będzie wersja classic: czyli o czasie. Czy coś z prawem można zrobić, by zyskać
więcej czasu?
Spróbujmy :)
|
|
Czytaj całość…
|
|
|